Etykiety

środa, 4 lutego 2015

Moje postanowienia na rok 2015

Zdaję sobie sprawę, że już trochę późno na przedstawienie swoich postanowień noworocznych, ale jak mówią,  lepiej późno niż wcale. Poza tym mamy dopiero luty, a nie np. październik. A więc do dzieła J

1. w każdym tygodniu będę robić treningi co najmniej 3 – 4 razy
2. zapiszę się za aerobik lub inne zajęcia taneczne, na które będę uczęszczać co najmniej 1 raz w tygodniu
3. skończę szkołę kosmetyczną, do której się zapisałam
4. będę poszerzać swą wiedzę oraz umiejętności poprzez kursy doszkalające w zakresie zabiegów kosmetycznych i kosmetologii, jak również kursy przydatne do pracy w moim zawodzie
5. znajdę pracę, która będzie dawać mi radość, spełnienie, oraz podnoszenie kwalifikacji
6. zapiszę się na dodatkowy obcy język
7. zacznę dbać o siebie i swój wygląd – zadbam o włosy, postaram się, aby były zdrowe lśniące i gładkie, postaram się aby mój makijaż oka nie ograniczał się jedynie do tuszu do rzęs
8. będę rozwijać swe marne umiejętności kulinarne ;)
9. będę rozsądniej wydawać pieniądze – ograniczę kupowanie ubrań, które już mam / nie są w moim typie / tzw. w atrakcyjnych cenach ( płaszcz 40 zł? Może i jest zielony, ale pomimo tego, że nie lubię tego koloru to za tę cenę grzech nie wziąć ;) )
10. będę więcej czytać, również literaturę w języku angielskim.
11. będę doskonalić swój charakter, poprzez książki motywacyjne itp.
12. otworzę się na ludzi, nie będę ograniczać się tylko do grupy starych znajomych, ale postaram się również poznać innych ludzi
13. będę zamieszczać co najmniej 2 posty miesięcznie


Ulala, sama nie wiedziałam, że tyle mi się uzbiera tych postanowień. Oczywiście ciężko będzie zrealizować wszystkie punkty, dlatego warto skupić się na kilku dla nas najbardziej istotnych i do nich dążyć. I zwróćcie uwagę, że każde zdanie zaczyna się od będę, znajdę, zapiszę itp. Celowo nigdzie nie użyłam słowa: postaram się. Bo to trochę jak gdybanie. Ja muszę być pewna, że uda mi się osiągnąć to co sama sobie założyłam, wtedy ma to jakikolwiek sens. 

środa, 21 stycznia 2015

Buble kosmetyczne 2014

Dzisiaj postaram się przedstawić Wam 5 najgorszych produktów, z jakimi zetknęłam się w roku 2014. Ciężko było mi je wytypować. Chyba rok 2014 zaoszczędził mi większych rozczarowań. Kosmetyki, które przedstawiam to produkty, które u mnie się nie sprawdziły. Część z nich jest zachwalana przez inne dziewczyny, dlatego podkreślam, że są to produkty, które na mojej twarzy/ciele zachowywały się nie tak jak bym sobie tego życzyła.


Miejsce piąte: Maska do włosów z Kallos – wersja SILK
Na moich włosach nie robi nic. Używałam masek tej firmy – wersji waniliowej i keratynowej i tamte bardzo sobie chwalę. Jednakże po tej nie zauważam żadnej widocznej różnicy w kondycji moich włosów... Nie niszczy ich, ale też nie poprawia ich stanu. Dodatkowo zapach, który jest dla mnie bardzo sztuczny... Na plus przemawia jedynie cena i pojemność produktu. Choć z drugiej strony, mając 1000 ml maski i dodatkową świadomość, że jest to bubel, zużywanie jej to koszmar. Stosuję ją trochę na siłę, bo jak najszybciej chcę ją zużyć, ale takie używanie to żadna przyjemność. Nie wrócę już do tej wersji maski, ale na pewno wypróbuję tę z proteinami mlecznymi i algami. Jestem bardzo ciekawa ich działania. 

Miejsce czwarte: Czekoladka z Bourjois 
Wiem, że kosmetyk ten zbiera skrajne opinie. Wiele dziewczyn go sobie chwali, na KWC można znaleźć wiele pochlebnych opinii na jego temat. Są też jednak dziewczyny, które stanowczo odradzają ten produkt. Ja jestem w tej drugiej grupie. Jego największą wadą (oprócz ceny) jest jego kolor. Posiadałam nr 52. Dla mnie był to ceglasty odcień brązu, wpadający w ostrą pomarańcz. Ze względu na mój jasny kolor skóry, produkt ten prezentował się u mnie na twarzy bardzo niekorzystnie. Wyglądał jak słabo dobrany róż. Źle się czuję w ciepłych kolorach, a ten był zdecydowanie za ciepły. Po paru użyciach odpuściłam i wymieniłam go z dziewczyną, która miała ciemniejszą cerę ode mnie i która, z tego co wiem, jest z niego bardzo zadowolona J Plusem produktu na pewno była jego gramatura, estetyczny wygląd, przypominający tabliczkę czekolady, słodki zapach (który mnie jednak wydawał się bardzo chemiczny, ale wiem, że wielu dziewczynom bardzo się podoba). Przed jego zakupem polecam wybrać się do drogerii i dokładnie obejrzeć tester, ewentualnie przetestować go na sobie... Ja niestety tego nie zrobiłam, zadziałałam pod wpływem impulsu ;) a cena też może odstraszyć, gdyż standardowo kosztuje on chyba ok. 60 zł, jednakże ja kupiłam go na dniach Super – Pharm za 30 zł :) 

Miejsce trzecie: Lakier Czarny z serii BeBeauty, dostępny w Biedronkach
Nie ukrywam, że lakier zakupiłam skuszona niską ceną 5 zł. Uwielbiam ciemne kolory na paznokciach, więc pomyślałam, że czarny też mi się przyda. Niestety mój błąd, że nie spróbowałam maznąć lakierem po paznokciu w sklepie. Od razu zauważyłabym jego kiepskie, wręcz beznadziejne krycie. Ale pomyślałam, że może druga warstwa da radę przykryć cały paznokieć. Nic bardziej mylnego. Nawet po drugiej warstwie widoczne były jasne prześwity na paznokciu. Dopiero trzecia warstwa jako tako dała radę. Ale ja należę do osób kręcących, ciągle coś robię, dlatego nakładanie trzech warstw lakieru i co się z tym wiąże, długie czekanie na jego wyschnięcie nie jest dla mnie... Produktu pozbyłam się po pierwszym pomalowaniu i na pewno nigdy więcej nie skuszę się na ciemne lakiery biedronkowskie. 


Miejsce drugie: Korektor rozświetlający Modeling Illuminator z Kobo Professional
 Choć wiele dziewczyn go chwali (chociażby DigitalGirl13), dla mnie jest on stanowczo zbyt ciężki. Wchodzi w zmarszczki i odznacza się na twarzy, po zastosowaniu go nie widzę efektu rozświetlenia skóry. Być może jest to spowodowane moją tłustą cerą? Zdecydowanie bardziej pasuje mi korektor z Wibo Magic Pen Brillance. Po opiniach na KWC widzę, że większość skłania się jednak ku KOBO, ale ja
pozostanę przy swoim. Dodatkowo ostatnio zauważyłam, że po ok. 2 miesiącach od otwarcia rozwarstwił się w opakowaniu. Teraz nie nadaje się już do użycia. Zdecydowanie nie polecam..

Miejsce pierwsze: Suchy szampon do włosów z Biedronki
Jest to największy bubel 2014 roku. Ten produkt nie robi nic. Jego jedynym plusem jest ładny zapach, ale czy zapach jest tutaj najważniejszy? Używając suchego szamponu chcę mieć przede wszystkim odświeżone włosy, a produkt ten sprawiał, że wyglądały one na jeszcze bardziej przetłuszczone. Dodatkowo ma on bardzo niewygodny aplikator, po kilku „psiknięciach” odpadał mi palec ;) Podsumowując, dawałam temu produktowi kilka szans i za każdym razem po jego użyciu chodziłam cały dzień i myślałam, czy moje włosy wyglądają na bardzo tłuste czy tylko trochę ;) Po głębszym namyśle połowa produktu wylądowała w koszu na śmieci. Szampon można było zakupić w Biedronkach za ok. 8 zł. 


wtorek, 9 grudnia 2014

Prezenty dla Niej

          Mamy już grudzień, Święta Bożego Narodzenia za pasem, gorący okres sprzątania, świątecznych zakupów i......... prezentów. Często to ostatnie odkładamy na ostatnią chwilę z braku czasu, pomysłów itd. itd. Warto z większym wyprzedzeniem zastanowić się co możemy kupić drugiej osobie i dzięki temu uniknąć szaleńczych pościgów i dłuuuugich kolejek do kasy. Dzisiaj postaram się podać kilka uniwersalnych pomysłów na prezent dla kobiet. Są to moim zdaniem rzeczy, które ucieszą nasze mamy, babcie, koleżanki czy siostry. Sama widząc któreś z tych rzeczy pod choinką byłabym zachwycona.

  1. Świeczki zapachowe
Świece zapachowe święcą obecnie swoje triumfy. Od paru lat temat ten jest „na topie” i wiele dziewczyn jest zakochanych w tym rozwiązaniu. Tego rodzaju prezent wydaje mi się trafiony chociażby ze względu na porę roku. Mamy zimę, dzień jest krótki, niskie temperatury sprawiają, że wracając ze szkoły/pracy jedyne na co mamy ochotę to gorąca kąpiel, wielki kubek herbaty i ciepły koc. Myślę, że po dodaniu do tego scenariusza dużą pięknie pachnącą świeczkę zapewnimy sobie jeszcze lepszy, przytulniejszy nastrój. Wybór jest ogromny i tak naprawdę wszystko zależy od tego ile funduszy chcemy na to przeznaczyć. Myślę, że na każdej półce cenowej znajdziemy świece o idealnym dla nas zapachu. Dla tych bardziej wymagających z całą pewnością polecić można świece Yankee Candle. Cena jest wysoka, ale adekwatna do jakości. Świece są wydajne, zapachy intensywne i długo się utrzymujące. Możemy wybrać różną wielkość. Niższe ceny, ale jakość również bardzo wysoką znajdziemy np. w Bath&Body Works. Są to moi zdecydowani ulubieńcy, przede wszystkim za sprawą oryginalnych, zwalających z nóg zapachów. Dodatkowy plus to fakt, że na wyprzedaży możemy je zakupić za dużo niższą cenę, ponadto często możemy spotkać je na promocji np. 2+1. Niższe półki cenowe możemy znaleźć z drogeriach typu Rossmann. Tam możemy zaopatrzyć się w świeczki Bolsiusa, które mają niskie ceny, ale również są przyzwoitej jakości. Wybór zapachów jest mniejszy, ale myślę, że zadowalający.

  1. Lakier do paznokci
Wydaje mi się, że lakier do paznokci również może być fajnym udanym prezentem. Oczywiście dziewczyny, nie namawiam Was, żebyście kupiły różowy neonowy lub morski kolor osobie, która preferuje w ubiorze czernie, lub klasyczne połączenia typu beże, biele, szarości. Myślę jednak, że takim uniwersalnym kolorem, który przyda się każdej z Nas i który każda z Nas powinna mieć to czerwień lub krem. Odnośnie tego pierwszego – jak wiadomo, jest to najbardziej pociągający kolor, który na pewno zwróci uwagę płci przeciwnej, poza tym dodaje nam pewności siebie i seksapilu. Odcienie beżu czy kremu, natomiast, będą świetnym rozwiązaniem na codziennie dni, kiedy nie mamy czasu zastanawiać się nad naszym wyglądem. Jednocześnie kolory takie dodają nam klasy i sprawiają, że paznokcie wydają się estetyczne i zadbane. Tutaj również mamy szeroki wachlarz możliwości. Możemy pokusić się o zakup ostatnio popularnych lakierów Essie (koszt ok. 35zł), które odznaczają się trwałością na paznokciach, jak również skorzystać z innych alternatyw, czyli produktów typowo drogeryjnych, typu Rimmel, Maybelline, czy nawet Catrice.

  1. Program treningowy, np. autorstwa Ewy Chodakowskiej
Myślę, że dużo dziewczyn codziennie obiecuje sobie: od jutra zaczynam ćwiczyć! Znacie to? Ja też! ;) Uwierzcie mi, że wiele z Waszych znajomych również tak sobie mówi, jednak nie mają wystarczającej motywacji, żeby zacząć. Możemy im w tym pomóc, np. poprzez zakup książki – poradnika, lub płyty dvd z gotowymi ćwiczeniami, mającymi na celu wyszczuplenie naszej sylwetki. Szczerze mogę Wam polecić poradnik autorstwa właśnie Ewy Chodakowskiej: Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską. Jest to przygotowany zestaw ćwiczeń wraz z rozpisanymi jadłospisami na każdy dzień miesiąca. Odkąd go kupiłam, naprawdę zmobilizowałam się do ćwiczeń. Zaczęłam od września i w dalszym ciągu trzymam się dzielnie i nie rezygnuję z walki o fajną i zdrową sylwetkę. Poradnik, jak i płyty z gotowymi treningami możecie kupić na stronie Ewy: bebio.pl

  1. Ciekawa książka
W zależności od zainteresowań i upodobań danej osoby możemy zakupić jej jakąś ciekawą pozycje literaturową. Twoja przyjaciółka jest fanką kryminałów? Może warto wybrać pozycję autorstwa Agaty Christie. Dla fanek mody i stylu ciekawa może okazać się biografia Coco Chanel czy Brigitte Bardot. Fanki sztuki makijażu na pewno ucieszą się z Perfekcyjnego Makijażu Bobby Brown. Twoja siostra uwielbia fantasy? Może trylogia Władcy Pierścieni będzie doskonałym wyborem? Na pewno dla każdego znajdziesz coś odpowiedniego. 

  1. Balsam do ciała lub olejek do masażu
Kolejny pomysł na prezent to balsam do ciała. Jak wiadomo, wielkimi krokami zbliża się zima, nasza skóra jest wysuszona, brak jej odpowiedniego nawilżenia. Doskonałym rozwiązaniem może się tu okazać balsam do ciała. Na rynku mamy ogromny wybór, z powodzeniem możemy wybrać odpowiedni zapach, a również taki prezent nie nadszarpnie znacząco naszej kieszeni. Oczywiście możemy pokusić się o coś luksusowego, mamy wolny wybór. Podobnie jest z olejkiem do masażu – zimą masaż z użyciem pięknie pachnącego, rozgrzewającego nasze ciało olejkiem wydaje się rozwiązaniem doskonałym. Szczególnie jeśli mamy osobę, która może nam go wykonać ;) 

  1. Bon podarunkowy do ulubionego sklepu z odzieżą
Jeśli nasza siostra lub koleżanka jest fanką np. Stradivariusa, czy H&M, bon podarunkowy może kazać się idealnym rozwiązaniem. Wiadomo, że wielkimi krokami zbliżają się wyprzedaże – dla zakupoholiczek to ukochany okres w całym roku. Cóż może być piękniejszego niż możliwość pójścia do sklepu i dowolny wybór skarbów dla siebie, bez konieczności patrzenia na cenę i zastanawiania się, czy aby na pewno mogę sobie na to pozwolić.

  1. Tangle Teezer
Włosomaniaczki na pewno będą zadowolone z zakupu szczotki do włosów Tangle Teezer, wychwalanej na każdym włosowym blogu. Sama jej używam i muszę przyznać, że od tego czasu nie wyobrażam sobie używać jakiejkolwiek innej szczotki. Dla mnie to ideał. Idealnie rozczesuje moje długie i często posplątywane włosy, nie elektryzuje ich, a ostre ząbki zapewniają nam jednocześnie szybki masaż głowy przy każdym użyciu. Szczotka jest ogólnodostępna, możemy ją zamówić ze sklepu internetowego, lub allegro, są też dostępne w drogeriach Hebe. Ich cena wynosi około 35 zł. Można je również dostać w wersji kompaktowej – do torebki, oraz w wersji dla dzieci – np. w kształcie kwiatuszka itp.

  1. Pidżama
Kolejny uniwersalny pomysł na prezent to pi(d)żama. Jeśli znamy rozmiar osoby, którą chcemy obdarować ciepła piżama na zimę będzie idealnym pomysłem. Możemy wybrać różne wzory, różne materiały i mamy pewność, że nasz podarunek na pewno nie będzie rzucony w kąt i zapomniany.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rimmel - Wake Me Up Foundation

                Dzisiejszy wpis poświęcę jednemu z moich ulubionych podkładów. 
Jest to RIMMEL Wake Me Up. Podkład ten zbiera wiele pochwał, ma swoich zwolenników, a ja jestem wśród nich.

                Posiadam ten podkład w kolorze 100 Ivory, w cieplejszych porach roku korzystam jednak z odcienia 103 True Ivory.  Produkt ma eleganckie szklane opakowanie z pompką, jego pojemność to standardowe 30 ml. Cena regularna podkładu to około 40 zł, ale często można go spotkać na różnych promocjach. Ja osobiście zawsze czekam na drogeryjne akcje -40%. Wówczas podkład ten możemy nabyć za 24 zł :) Kosmetyk ma bardzo przyjemną kremową konsystencję, nie za gęstą i nie lejkowatą. Wystarczy niewielka jego ilość, aby pokryć nim całą twarz. Przyjemnie nakłada się go palcami, ale ja osobiście preferuję nakładanie podkładów pędzlem. Jeśli chodzi o krycie to jest ono średnie, podkład na pewno nie zrobi nam z twarzy maski. Wake me up, jaka sama nazwa wskazuje, jest produktem rozświetlającym, ma sprawiać, że nasza cera już od rana będzie wyglądała na wypoczętą i rozświetloną. Posiada delikatne refleksy, które moim zdaniem nie są widoczne po nałożeniu na twarz. Z zasady napiszę, że podkład ten jest szczególnie polecany do cery suchej, ze względu na swe rozświetlające drobinki, ale ja pomimo tłustej cery, bardzo dobrze się w nim czuję – nie zbiera się w załamaniach, nie roluje. Wystarczy delikatne przypudrowanie. Podkład utrzymuje się z powodzeniem na twarzy kilka godzin, jednakże pod koniec dnia, na wieczorne wyjście, zdecydowanie warto ponowić aplikację, ponieważ po parunastu godzinach podkładu na twarzy pozostaje niewiele J 
    
              Podsumowując: podkład Wake Me Up sprawdza się u mnie idealnie. Jestem pewna, że wielokrotnie będę do niego wracać. Szczerze polecam go dziewczynom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem :)

sobota, 12 kwietnia 2014

Antyoksydanty

                 Antyoksydanty, inaczej nazywane też przeciwutleniaczami, lub antyutleniaczami. Ich zadaniem jest niwelowanie działania utleniaczy. Pod pojęciem utleniacze rozumiemy wolne rodniki, czyli destrukcyjne małe cząsteczki powstające w wyniku zachodzących w naszym organizmie procesów metabolicznych. Ich budowa charakteryzuje się obecnością jednego niesparowanego elektronu, który chcą one za wszelką cenę oddać i dlatego atakują każdy związek, z którym mają kontakt. Jest to zjawisko niepożądane. Młody i zdrowy człowiek sam jest w stanie zwalczać swe rodniki, jednakże z biegiem lat staje się to coraz trudniejsze, a liczba wolnych rodników zaczyna gwałtownie wzrastać. Przyczyną tego może być stres, dieta, palenie tytoniu, zbyt częste i mocne opalanie, spożywanie pokarmów bogatych w tłuszcze itp. Są one przyczyną powstawania zmarszczek oraz wysychania skóry. Dermatolodzy oprócz stosowania odpowiedniej diety zalecają również stosowanie kosmetyków zawierających w składzie antyoksydanty. Jak ich szukać? Dla skór młodych poleca się stosowanie kremów zawierających witaminę C i E. witamina c chroni cholesterol LDL – tzw. zły cholesterol przed utlenianiem. Ponadto dobrze współgra z witaminą E, wykazując zdolność jej regeneracji. Nie zapominajmy tu jednak o najważniejszym, czyli odpowiedniej diecie. Powinniśmy urozmaicać ją o różne warzywa i owoce, które jak wiadomo są bogatym źródłem wielu witamin.   


poniedziałek, 4 listopada 2013

Czy warto olejować włosy?

Ostatnio dość popularny temat, poruszany przez wiele blogerek i youtuberek. Nakładanie olejów na włosy zachwalane jest przez wiele dziewczyn, jednakże wiele z nich również ma wątpliwości co do skuteczności tej metody. 

Po co olejujemy włosy? 

     Wierzymy, że przyczyni się to do poprawy ich wyglądu, zwiększy ich nawilżenie i odżywienie, a także w znacznym stopniu poprawi regenerację zniszczonych partii włosów. Czy tak jest naprawdę? Tak. Oleje mogą zastąpić nam silikony, które są częstymi składnikami szamponów czy odżywek do włosów. Mają one natomiast tę przewagę, że są produktami naturalnymi, bogatymi w witaminy i minerały, a silikony jak wiadomo są pochodnymi ropy naftowej, więc możemy sobie wyobrazić, że ich działanie na nasze włosy jest złudne. Po dłuższym działaniu wywołują one matowienie włosów, oraz ich obciążenie.
     Podczas kupna oleju warto jednak pamiętać o podstawowej zasadzie. Włosy o niskiej porowatości najlepiej będą współpracować z olejami o niewielkich cząsteczkach, np. kokosowym, czy lnianym. Przy zastosowaniu cięższych olejów, włosy takie mogą być nadto obciążone. Jeśli mamy włosy o wysokiej porowatości, najlepiej sprawdzą się u nas oleje wielkocząsteczkowe, np. olej z pestek winogron, makadamia, czy migdałowy. Przy zastosowaniu lżejszego oleju, słabiej odczujemy jego działanie.

W jaki sposób olejujemy? 

      Jest kilka metod. Możemy wetrzeć olej we włosy od połowy ich długości, bądź rozprowadzić na całej długości . Ja stosuję tę drugą metodę, nakładam olej na całe włosy, jak również na skórę głowy, wykonując przy tym jej masaż. Zabieg taki wykonujemy około 1 – 2 razy w tygodniu. Z częstotliwością lepiej nie przesadzić, bo możemy  dodatkowo obciążyć włosy. Nie przesadzajmy również z ilością olejku, wystarczy jedna łyżka stołowa. Olej najlepiej zostawić na włosach około 2 – 3 godz. Po tym czasie myjemy włosy szamponem. I tu ważne, żeby szampon nie miał w składzie silikonów, ponieważ wówczas działanie oleju byłoby uniemożliwione. Silikony bowiem nie dopuszczą do włosa cennych składników w nim zawartych. Warto umyć głowę dwukrotnie, aby dokładnie pozbyć się oleju z włosów.


Jakie oleje wybierać? Jak je przechowywać? 

     Najlepiej sięgać po oleje nierafinowane i zimnotłoczone. Mają one najwięcej ilości odżywczych. Wiele olei występuje w postaci stałej, np. olej kokosowy. Żeby go użyć, wystarczy pojemnik z olejem umieścić w ciepłej miseczce i odczekać parę minut.  Normalnie oleje staramy się trzymać w chłodnym miejscu, np. w lodówce. 


     Jak do tej pory udało mi się przetestować kilka olei do włosów. Stosując każdy z osobna, byłam z nich zawsze zadowolona. Jednakże porównując kilka z nich, niektóre wyróżniają się swą efektywnością. Pierwsze dwa oleje, które miałam przyjemność używać były to oleje z Alterry: wersja granat i awokado oraz migdały i papaja. Oba sprawdzały się dobrze, jednakże czasami wydawało mi się, że trochę przesuszały mi włosy. Być może było to spowodowane niewłaściwym sposobem ich aplikacji, ponieważ były to moje początki ‘wpółpracy’ z olejkami do włosów.













     Kolejnym olejem był Olej Monoi zakupiony na stronie Biochemii Urody. Olej ma postać stałą, przychodzi w słoiczku. Dziewczyny zachwalają jego zapach, jednakże dla mnie był nie do zniesienia. Olej był dość ciężki, łatwo było z nim przesadzić. Miałam wrażenie, że obciążał mi włosy, dlatego używałam go rzadziej niż inne. Dziewczyny, podaję Wam link do strony Biochemii Urody, gdzie możecie przeczytać o właściwościach oleju Monoi na nasz organizm i gdzie możecie zamówić sam olejek --> http://www.biochemiaurody.com/sklep/oil-monoi.html
     Olej, którego używam obecnie to olej kokosowy z Vatiki. To mój zdecydowany ulubieniec. Jeśli chodzi o zapach to zupełnie nie przypomina mi kokosa, dla mnie jest to bardziej zapach herbatników. Jeśli zaś chodzi o działanie, to dla mnie jest on idealny. Nie za ciężki i nie za lekki. Po jego użyciu włosy są piękne, lśniące, miękkie i delikatne. Bardzo dobrze się układają i co ciekawe, mniej się przetłuszczają. Mam włosy blond i wydaje mi się, że działanie tego olejku dodatkowo podkreśla ich złoty kolor. Olej jest w formie stałej, przed użyciem należy go ogrzać, np. wkładając buteleczkę pod ciepłą wodę.



     Na zmianę z Vatiką używam też olejku z Alverde – wersji z paczulą i czarną porzeczką. Olejek ślicznie pachnie, pod tym względem bezkonkurencyjnie jest moim faworytem. Dodatkowo jest lekki, łatwo pozbyć się go z włosów. Po jego użyciu włosy również wyglądają zdrowo i promiennie, ale tak jak już wspomniałam, moim ulubieńcem zdecydowanie jest Vatika.


 

środa, 9 października 2013

Mobbing

      Dziś poruszam inny temat. Trudny, ale myślę, że wiele osób czytając go, pomyśli: to o mnie mowa. Sama doświadczyłam tego podczas studiów. Na początku nie spostrzegłam się, że „przykre” zachowania, jakich doświadczałam ze strony mojego ‘opiekuna’ to właśnie to. Mobbing. Czym jest? Z języka angielskiego słowo mob  oznacza napastowanie, natłok. Mobbing jest zjawiskiem, w którym podwładny jest gnębiony, wykorzystywany, poniżany przez osobę wyższą rangą lub nawet współpracownika. Działanie to ma na celu poniżyć, odseparować bądź nawet wyeliminować jednostkę. Nie jest to jednak działanie oczywiste. Oprawca, bo chyba tak można go śmiało nazwać, robi to w sposób niezauważalny dla otoczenia, w sposób delikatny, ale wyraźnie dający się wyczuć przez osobą gnębioną. Początkowo objawy tego zjawiska mogą być całkiem niewinne, czujesz się lekko zdezorientowany, Twój szef jest dla Ciebie miły, ale… Właśnie to ale sprawia, że nie chcesz rano iść do pracy. Konieczność pójścia tam spędza Ci sen z powiek. Nie wiesz co się z Tobą właściwie dzieje. Ja czułam się dokładnie tak samo. Moje studia satysfakcjonowały mnie, napędzały do działania, ale w którymś momencie konieczność przebywania w pokoju z moim opiekunem sprawiła, że do pracowni szłam ze łzami w oczach. Potem było jeszcze gorzej… 


      W mobbingu chodzi o manipulację naszymi uczuciami. Mobber wyczuwa nasze słabe punkty, a później w nie uderza. Podkopuje naszą pewność siebie, sprawia, że czujemy się nic nie warci. W rzeczywistości osoby, które czerpią przyjemność  z takich działań mają zaniżoną samoocenę, dowartościowują się kosztem upokarzania innych. Z początku delikatne uwagi stają się coraz bardziej natarczywe. Oprawca stara się udowodnić nam, że za mało się staramy, nie skupiamy się, a wyniki naszych działań nie są efektywne. Może się to objawiać również w ten sposób, że mobber daje nam tyle pracy do zrobienia w bardzo krótkim czasie, że żaden normalny człowiek nie byłby w stanie tego dokonać. Nawet jeśli jakimś cudem uda nam się spełnić jego polecenie, nigdy nie jest zadowolony z efektów. U mnie etap ten polegał na tym, że mój oprawca kazał mi wykonać pewien punkt mojej pracy w przeciągu dwóch dni, jednakże w normalnych warunkach jego wykonanie zajmowało około 4 – 5 dni roboczych. Skończyło się to tak, że na uczelni przebywałam od godziny 9 do godziny 19 – 20. Oczywiście osoba x nie widziała w tym nic złego, uznała to za normalne, mimo iż zostawiła mnie z tym samą, podczas gdy powinna służyć mi pomocą i radą. Kiedy czegoś nie wiedziałam musiałam radzić sobie sama, po napisaniu smsa, lub telefonie do pana xx dowiadywałam się tylko, że JAK ZWYKLE z niczym sobie nie mogę sama poradzić. Znajomi z uczelni nie wierzyli, że takie coś dzieje się naprawdę. Mówili: przecież on jest taki miły i śmieszny. Niestety nie znali go tak jak ja. Oprawcy bardzo dobrze ukrywają się ze swoją drugą naturą. Często są to osoby powszechnie lubiane i szanowane à to kolejny dowód na ich wspaniałą umiejętność manipulacji.


      Kolejny uboczny efekt działania mobbera jest taki, że reszta grupy odwraca się od nas. Ludzie, którzy wcześniej byli dla nas życzliwi, nagle zaczynają nas unikać, wyraźnie daje się wyczuć, że coś jest nie tak. Gdy wchodzimy np. do ‘social roomu’ rozmowy nagle cichną. Czemu tak się dzieje? Mobber pomimo swej niskiej samooceny potrafi bardzo dobrze manipulować innymi. Zmanipulował przecież nas, czyż nie czujemy się bezwartościowi i beznadziejni? Prawdopodobnie taką samą teorię o nas stara się wykreować  w świadomości naszych innych współpracowników. Czy tak samo było u mnie? Po części. Ponieważ mój opiekun był doktorantem, podobnie jak jego żona. Założyli oni ‘tajemny pakt’ przeciwko mnie i jeszcze jednej dziewczynie. Ponieważ ‘rządzili’ moją pracownią reszta doktorantów ślepo podążyła za nimi. Nie wiedzieć czemu ludzie zaczęli podchodzić do mnie i koleżanki z rezerwą. Jednakże ja uważam siebie za osobę koleżeńską i ‘niedoktoranci’ nie dali się w to wszystko wciągnąć. Czy antypatia w stosunku do mnie była jawna i oczywista? Tak, ponieważ pod koniec studiów podeszła do mnie dziewczyna i przeprosiła za swoje wcześniejsze zachowanie, przyznała, że miała dość ciągłego obmawiania mnie i koleżanki. Suma summarum pod koniec studiów większość osób była po naszej stronie. Ale co wycierpiałyśmy w trakcie, to wiemy tylko my. Czy działanie mojego oprawcy odbiło się na końcowym wyniku moich studiów? Ależ oczywiście, końcowa ocena mojej pracy nie była tą na którą liczyłam. Często zastanawiałam się, czemu mój oprawca tak bardzo mnie nienawidził, czemu wybrał właśnie mnie? Do dziś nie znam odpowiedzi na to pytanie….


      Jaka jest rada? Jeśli macie obok siebie taką osobę, nie dajcie się zmanipulować. Jeśli choć trochę się poddacie, ona to wyczuje i pociągnie Was na dno. Jeśli widzicie, że takie działanie ma miejsce od razu zacznijcie z tym walczyć. Bo albo ona Was wyeliminuje, albo Wy możecie wyeliminować ją. Jak to zrobić? Mobberzy najczęściej znęcają się psychicznie wtedy gdy są sam na sam z daną osobą. Co wtedy zrobić? Np. włączyć dyktafon. Wszelkie niewłaściwe odzywki, maile, to wszystko warto mieć udokumentowane. Jeśli sytuacja będzie poważna, nie bójcie się pójść z tym do przełożonego. On powinien troszczyć się o dobre mienie swej firmy, więc może okazać się całkiem pomocny w takiej sytuacji. Jeśli jednak wzbraniacie się przed tak aktywną postawą, rada jest następująca: uciekajcie od takiej osoby jak najdalej! To jedyne co można zrobić. Mobberzy są osobami toksycznymi, takich osób nie da się zmienić, nie liczcie, że coś mu się odwidzi, będzie działał dotąd, aż osiągnie swój cel. Aż Was zniszczy. Ja dzisiaj wiem, że nigdy w życiu po raz kolejny nie podjęłabym się pracy z tym człowiekiem. Ale wiem też jedno: dziś żałuję, że nie poszłam do mojego Kierownika Pracy i nie broniłam się. Chociażby dla własnej satysfakcji…